środa, 26 sierpnia 2009

Właściciel psa.

Jestem właścicielem psa. Mogę to spokojnie stwierdzić gdyż mój pies zawsze znajduje się pod moją wyłączną kontrolą. Nawet jeśli zostanie zwolniony ze smyczy nie pozwalam mu oddalić się poza zasięg mojego głosu i wzroku. Poświęciłem wiele godzin na trenowanie komend. Pies rozpoznaje i reaguje na polecenia wydawane głosem i gestami (ciche). Posiada dokumenty potwierdzające pochodzenie i przynależność do konkretnej psiej rasy. Rasę dobierałem specjalnie pod kątem charakterystycznych zachowań czyli tzw. behavioru.

Co to oznacza?

Ni mniej ni więcej - nie jest to typowy podwórkowy Burek, czy też pies pochodzący z pseudohodowli gdzie szczenięta produkuje się taśmowo dbając tylko o to aby ich rodzice były podobne do psów danej rasy. Nie jest to też pies puszczany samopas. W mojej opinii nie może się nazwać właścicielem ktoś, kto nie ma najmniejszych chęci do sprawowania kontroli nad swoim pupilem.

Dlaczego taka notka?

Otóż ostatnio zrobiło się głośno o odstrzałach psów. Pseudomyśliwi, tłumacząc się ochroną dzikiej zwierzyny przed polującymi na nią watahami wygłodzonych psów dokonują rzezi na psach znajdujących się w łowisku ale niekoniecznie ścigających zwierzynę.
LINK: http://www.stopodstrzalom.pl/

Tymczasem w lesie i w łowisku (łowiskiem może być np. obszar rolniczy) można spotkać 4 rodzaje psów biegających bez uwięzi:
  1. Psy bezpańskie, zdziczałe - unikające kontaktu z człowiekiem, zaniedbane z potarganą sierscią, czasem wychudzone.
  2. Psy wypuszczane z gospodarstw rolnych - zazwyczaj posiadają obrożę, są odkarmione, nie wykazują typowych oznak zdziczenia ale mogą czynić szkody w zwierzynie łownej lub stanowić zagrożenie dla ludzi (pogryzienia, brak szczepień prewencyjnych p. wściekliźnie)
  3. Psy należące do myśliwych - na polowaniach zbiorowych, indywidualnych lub przy okazji samej wizyty myśliwego w łowisku.
  4. Psy będące na spacerze z właścicielami - nie wykazujące oznak zdziczenia, posiadające obrożę, zadbane, z właścicielem znajdującym się w pobliżu, czasem rasowe.
Pierwsza kategoria jest najbardziej niebezpieczna. Te psy żyją z polowania. Ich naturalnym odpowiednikiem jest wilk. Odpowiedzialność za ich odłów spoczywa na gminach ale w sytuacji gdy samo podejście do zwierzęcia jest niemożliwe uważam, że odstrzał jest jedynym rozwiązaniem.

Druga kategoria bazuje na pierwotnych instynktach i głupocie swoich gospodarzy. W tej sytuacji znacznie lepszym rozwiązaniem byłaby dokumentacja fotograficzna i nałożenie na "właściciela" psa dużej kary finansowej.

Trzecia kategoria psów również korzysta w bardzo dużym stopniu z instynktu. Właśnie ze względu na użytkowość cechy instynktu łowieckiego nie są u tych psów wytłumiane. Wręcz przeciwnie. Te psy są szkolone do pomocy przy pozyskiwaniu zwierzyny. Zdarza się (przypadki opisane na kilku forach myśliwskich - przez samych myśliwych), że pies będący z myśliwym w łowisku zostaje pozostawiony bez opieki. W jednej z opowieści był podany przykład wytarganego z nory jenota. W tym czasie myśli nie brał udziału w polowaniu lecz przyszedł naprawić ambonę i pozwolił psu na swobodne buszowanie w lesie.

Czwarta kategoria to psy kanapowe, domowe lub użytkowe. Tuż za nimi podąża ich właściciel, który odpowiada za zachowanie pupila. Świadomy właściciel wiedząc, że jego pies lubi ścigać zwierzynę i nie reaguje na komendy powinien go prowadzić na smyczy lub lince. Jeśli tego nie zrobi stanie się zwykłym kłusownikiem.

Jak to się ma do strzelania psów?

Otóż aby dokonać odstrzału psa muszą być spełnione łącznie wszystkie poniższe warunki:
  • myśliwy musi mieć upoważnienie wydane przez zarządcę obwodu łowieckiego
  • pies (lub kot) musi być bez opieki i wykazywać oznaki zdziczenia
  • pies (lub kot) musi znajdować się ponad 200m od obszarów mieszkalnych
  • pies (lub kot) musi stanowić zagrożenie dla zwierząt dziko żyjących (w tym łownych)
Uwaga! Nigdzie nie jest zapisane, że każdy pies bez smyczy jest psem bez opiekuna!
LINK: http://www.lowiecki.pl/prawo/ochrona_zwierzat.php

Idziemy dalej.

Ustawa o lasach
z dnia 28 września 1991 r.)


Przepisy ogólne
Art. 3. Lasem w rozumieniu ustawy jest grunt:
1) o zwartej powierzchni co najmniej 0,10 ha, pokryty roślinnością leśną (uprawami leśnymi) - drzewami i krzewami oraz runem leśnym - lub przejściowo jej pozbawiony:
a) przeznaczony do produkcji leśnej lub
b) stanowiący rezerwat przyrody lub wchodzący w skład parku narodowego albo
c) wpisany do rejestru zabytków;
2) związany z gospodarką leśną, zajęty pod wykorzystywane dla potrzeb gospodarki leśnej: budynki i budowle, urządzenia melioracji wodnych, linie podziału przestrzennego lasu, drogi leśne, tereny pod liniami energetycznymi, szkółki leśne, miejsca składowania drewna, a także wykorzystywany na parkingi leśne i urządzenia turystyczne.

...

Art. 30. 1. W lasach zabrania się:
1) zanieczyszczania gleby i wód;
2) zaśmiecania;
3) rozkopywania gruntu;
[...]
11) wybierania jaj i piskląt, niszczenia lęgowisk i gniazd ptasich, a także niszczenia legowisk, nor i mrowisk;
12) płoszenia, ścigania, chwytania i zabijania dziko żyjących zwierząt;
13) puszczania psów luzem;
14) hałasowania oraz używania sygnałów dźwiękowych, z wyjątkiem przypadków wymagających wszczęcia alarmu.
[...]


Ups! W rozumieniu Ustawy pola, łąki, ugory pastwiska lasem nie są!

Oznacza to, że karanie za swobodne spuszczenie psa ze smyczy poza lasem może odbywać się jedynie na podstawie przepisów lokalnych. Ale jest to karanie - nie odstrzał.

Co zrobić jeśli nasz domowy pupil zostanie odstrzelony na naszych oczach?

Przede wszystkim nie odpuszczać. My być może popełniliśmy wykroczenie ale myśliwy, który niewłaściwie ocenił sytuację lub nie znał obowiązujących przepisów (nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności) popełnił w tym momencie wykroczenie lub przestępstwo z użyciem broni palnej. Dodatkowo doprowadził do sytuacji narażenia życia strzelając do nierozpoznanego celu (właściciel w pobliżu). Przy obecnych restrykcyjnych przepisach o broni i amunicji taki dekliwent nie powinien otrzymać w przyszłości zezwolenia na posiadanie zwykłej procy. Sprawie należy nadać bieg urzędowy (powiadomienie policji). Dopilnować aby wszystkie dowody zostały jak najszybciej zabezpieczone (lubią wsiąkać). W przypadku gdyby władze nie chciały zajmować się sprawą (powiązania myśliwych z urzędnikami) naciskać też przez media wymieniając opornych urzędników z imienia i nazwiska.

Jako kontrakcja dla strony http://www.stopodstrzalom.pl/ powstał blog Straży Leśnej Nadleśnictwa Gdańsk, mający na celu szokować oraz zrzucić odpowiedzialność za straty w zwierzynie łownej na biegające samopas (lub z właścicielami w pobliżu) psy. Niestety część z prezentowanych na kontrblogu wpisów jest nie popartymi dowodami przypuszczeniami. No bo jak można ocenić, że martwy jeleń znaleziony po kilku miesiącach na terenie ogródków działkowych dostał się tam zapędzony przez psy. Brak umocowania w twardych argumentach źle wróży profesjonalizmowi autora blogu. Nie rozważył możliwości, że wygłodzone (zima) zwierzę mogło samo dostać się na zamknięty teren (pozostałości uprawy warzyw). Nie uwzględnił też, że zwierze mogło zostać wystraszone przy okazji odbywającego się w okolicy polowania zbiorowego z naganką. Cóż. Zdjęcie psa niosącego w pysku skórę zwierzęcą też do mnie nie przemawia. Zbyt często miałem okazję zaobserwować psy podnoszące pozostałości po sprawianych w łowisku zwierzętach, których myśliwym z lenistwa nie chciało się zakopać. W mojej okolicy psy notorycznie znajdują odcięte sarnie cewki. Czy to oznacza, że polują w łowisku? Dla Straży Leśnej z Gdańska byłby to koronny argument uzasadniający odstrzelenie psa.




8 komentarzy:

  1. Jestem autorem www.pieswlesie.blogspot.com. Blog nie powstał jako kontrakcja w w stosunku do jakiejkolwiek strony. Nie jestem myśliwym ani strażnikiem leśnym, zajmuję się edukacją ekologiczną. Autor większości zdjęć również nie jest myśliwym. W Trójmieście mnóstwo osób (pewnie większość) wyprowadza psy bez smyczy. Powoduje to, że życie zwierzyny w lesie nieustannie penetrowanym przez psy jest bardzo trudne. Zagryzione sarny są tylko tego najbardziej drastycznym przejawem. No i puszczania psów luzem zwyczajnie zabrania prawo (ustawa).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem za spacerami w lesie bez smyczy jeżeli pies jest do tego przyzwyczajony i przyjazny, a psy nie lubiące kontaktu omija. Trzymanie psa na smyczy od małego cały czas nie jest dla niego dobre.

      Usuń
  2. Rozumiem też, że w ramach przedstawiania własnych racji (w części słusznych) uważasz za wskazane przedstawiać hmm... niezbyt prawdziwe informacje?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś byłem świadkiem jak biegający luzem, domowy, kanapowy pies, za którym szli jego właściciele, usiłował złapać i zagryźć sarnę (na szczęście ta jakoś zdołała uciec). Kiedy podszedłem do właścicieli, powiedziałem co się stało i poprosiłem o wzięcie psa na smycz, kobieta dostała szału! Mówiła (krzyczała?), że cały czas pilnuje swojego pieska, że on tylko po drogach chodzi i nigdy by nie gonił żadnej sarny! Dobrze, że jej mąż był bardziej roztropny i wziął zwierzaka na smycz. Wszystko działo się w Lesie Kabackim w Warszawie i dowodzi jaką ignorancją odznaczają się niektórzy właściciele psów...:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Domowy, kanapowy pies może dogonić lub zagonić sarnę i ewentualnie wtedy próbować zagryźć. Rozumiem, że widziałeś jak pies gonił sarnę. Mój pies uwielbia ścigać koty. Problem jest tego typu, że nie ściga ich żeby zagryźć tylko, żeby polizać. Jeśli kot nie ucieknie i się postawi to pies odpuszcza pojękując z żalu.
    Większość psów widząc podrywający się i uciekający obiekt rozpocznie pościg. Tak działa instynkt. Teraz pozostaje kwestia na jak długim dystansie odbywa się ta cała heca. Jeśli pies przebiegnie 20-30 metrów i zrezygnuje (sam lub odwołany) to trudno powiedzieć, że uporczywie ściga zwierzynę. Inna sprawa gdy beztroski właściciel prowadzi psa z silnym instynktem łowieckim, który gdy tylko zobaczy uchodzącą zwierzynę jest już nie do odwołania. W takiej sytuacji trudno taką osobę nazwać właścicielem psa.

    OdpowiedzUsuń
  5. dla sarny w ciąży nawet taka krótka pogoń może oznaczać poronienie i śmierć, nie ma znaczenia intencja psa. Odnośnie poruszonego przez autora blogu odnajdywania sarnich cewek-żaden myśliwy nie może tego zrobić bo zwierzyna nie zostanie przyjęta przez punkt skupu a biorąc na użytek własny również należy tuszę okazać. Takie zdarzenia oznaczają działalność kłusownika o czym powinno się zawiadomić Straż Leśną, Lowiecką, Policje itp.

    <>
    Zdolności dedukcji rzucające na kolana samego Sherlocka Holmes'a, zwłaszcza że służą do publicznego zarzucenia kłamstwa. tym tokiem myślenia, każdy właściciel owczarka hoduje owce, właściciel Huskiego jeździ psim zaprzęgiem;)
    Prawu podlegamy wszyscy, kto je łamie powinien być ukarany ale wylewanie żali na konsekwencje jego nie przestrzegania jest lekko mówiąc śmieszne,w Niemczech przepisy są dużo surowsze niż u nas, w efekcie właściciele pilnują psów a myśliwi rzadko muszą do nich strzelać.
    Pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  6. "Odnośnie poruszonego przez autora blogu odnajdywania sarnich cewek-żaden myśliwy nie może tego zrobić bo zwierzyna nie zostanie przyjęta przez punkt skupu a biorąc na użytek własny również należy tuszę okazać."
    No cóż. Należy - nie należy. Na wiadomym forum myśliwskim wyczytałem sobie, że przy braniu na tzw. "użytek własny" czasami okazuje się, że papiery truchła wskazują na płeć męską a do dołu w lesie wędrują razem z patrochami płody.
    Oczywiście następnym razem nie omieszkam powiadomić odpowiednich służb. Niekoniecznie powiązanych z miejscowym Kołem Łowieckim.
    ---
    To nie zdolności dedukcyjne ale rzetelna analiza faktów. Nawiasem mówiąc zostały one potwierdzone pośrednio i bezpośrednio przez autora blogu pieswlesie.blogspot.com.
    Cyt.:"Te nieszczęsne zdjęcie z dzikiem - faktycznie pies myśliwski, właściciel - myśliwy. Nie byłem przy robieniu tego zdjęcia. Wiem, że nikt tego nie angażował do fotografii na pewno."
    Oczywiście na konkursie dzikarzy nikt nie ma aparatu cyfrowego bo jak wiadomo nic ciekawego się tam nie dzieje.
    A w Niemczech... mają też judgendamty. Jak już historycznie zostało udowodnione - nie wszystko co przychodzi z Niemiec jest dobre (no może poza dewizowcami tłukącymi naszą zwierzynę bo swoją już wybili i muszą odtwarzać populację).
    Dlatego nie dziwi mnie, że mają takie a nie inne obostrzenia.
    ---
    Na marginesie.
    Koła łowieckie tylko _dzierżawią_ obwody. Prowadzą tzw. gospodarkę łowiecką. Oprócz obowiązku dbania o zwierzynę (jak każdy dobry gospodarz) mają obowiązek jej pozyskiwania i selekcji. Obecnie odbywa się to przy pomocy broni palnej na polowaniach indywidualnych, zbiorowych i dewizowych. Na tych ostatnich może polec nawet kilkaset osobników danego gatunku. Selekcja jest prosta - zależy od łącznej celności grupy myśliwych. Może z czasem głównym atrybutem myśliwego zostanie humanitarna i w miarę bezpieczna strzelba Palmera z amunicją usypiającą. Zapewne w "służbie" zostaliby tylko myśliwi z powołania.

    OdpowiedzUsuń