wtorek, 24 stycznia 2012

Alea (i)ACTA est.

Od czasu do czasu komentuję wydarzenia, które mnie bulwersują. To taka tradycja związana z powstaniem tego bloga. Niekoniecznie nawiązują one do jego tematyki ale dotyczą spraw społecznych. W końcu razem kręcimy się na tej błękitnej kulce w bezmiarze kosmosu.
Właśnie jesteśmy świadkami sytuacji gdzie demokratycznie wybrani "reprezentanci narodu" stają się pieskami pokojowymi wpływowych korporacji. Oczywiście nie robią tego bezinteresownie. Dostaną swoje ochłapy.

Ten blog jest blogiem człowieka, który ceni wolność i prawo do prywatności. Jako legalnie pracujący obywatel tego kraju, płacę swoją dolę na rzecz Państwa. Nawet nielegalni to robią o ile podcierają tyłek papierem toaletowym zakupionym w sklepie na terenie RP(VAT).

Mogę zrozumieć ograniczenie swoich praw w sytuacjach wyższej konieczności takich jak wojna, klęska żywiołowa czy realne zagrożenie terrorystyczne.
Trudno pod to podciągnąć wietnamczyka handlującego podrabianymi trampkami na bazarku czy też pryszczatego nastolatka, który pobrał z internetu grę "Ultimate Killer 3000" 
Rządzący jednak wiedzą lepiej: ACTA - umowa handlowa (sic!) dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi. W sumie nic nowego. Co jakiś czas słyszymy informacje o zatrzymaniu przez służby celne podróbek. Dotyczy to głównie odzieży sportowej, oscypków, papierochów (fuj) i środków wzmacniających męskość.
Ale ACTA daje większe możliwości - uderzając dokładniej piratów. Nie. Nie tych z wybrzeża Somalii. Tam nie ma niczego cennego poza samymi piratami, więc korporacjom takie piractwo jest nawet na rękę (przynajmniej tym, które mają udział w ubezpieczeniach) Chodzi o piractwo komputerowe. Złodzieje muzyki zabierają chleb głodującym artystom (szkoda, że więcej realnych pieniędzy zabierają im pośrednicy - znowu korporacje). Nie popieram piractwa ale jednocześnie nie neguję sprawdzenia co dany produkt sobą reprezentuje. W końcu jeśli coś ma swoją konkretną wartość - potrafi się wybronić. Przykładem może być gra Minecraft.
Wracając do "wybrańców narodu". Zgodnie z obietnicami wszystko co robią jest transparentne. Przejrzystość aż w oczy bije. Szkoda, że omawiana ACTA była utajniona już od początku, czyli od 2008 roku. Wszelkie konsultacje odbywały się z... korporacjami. Najlepiej było dla stron aby zwykli ludzie dowiedzieli się o niej dopiero w ostatniej chwili. Oczywiście przypadkiem stało się tak, iż w czasie naszej prezydencji w UE, Rada UE przyjęła ACTA a informacja o tym ukazała się na ostatniej stronie komunikatu na temat... rolnictwa i rybołówstwa. :-D Transparentność od siedmiu boleści. Przypominam, że porozumienie nie uderza w terrorystów mordujących "ajdikami" kobiety i dzieci. Ukrywane jest przed wyborcami.

Dzisiaj pan Premier, używając ostrej mowy odnośnie osób "broniących złodziei", skrytykował niecne ataki hakerskie na rządowe strony. No cóż, z internautami to jest już jego druga przeprawa. Wcześniej też próbował nam zafundować pełną kontrolę. Chyba zapomniał, że jego ekipa wygrała wybory strasząc ludzi totalną inwigilacją w IV RP Braci Kaczyńskich. Do wyborów zostało parę lat. Ale nie ma sprawy - nie zapomnimy. Po drodze jest jeszcze Trybunał Konstytucyjny i inne formy ustawiające urzędnika państwowego we właściwej pozycji wobec narodu. Ogólnie składanie pustych obietnic wyborczych można śmiało nazwać oszustwem. Skoro władza nie pracuje społecznie (czerpie z naszych podatków korzyści) to oszustwo ma jeszcze poważny aspekt finansowy.
Na dostawców internetu zostanie nałożony obowiązek monitorowania i rejestrowania wszystkiego co robimy w sieci. Korporacji wystarczy jedynie przypuszczenie, że naruszamy prawo aby uzyskać dostęp do naszych danych osobowych bezpośrednio od dostawcy internetu. Do tej pory takie prawo miały tylko organy ścigania (prokuratura). 
Przypomnę, że za ACTA "głosowały" w parlamencie UE: PO, PSL i PIS - to tak na marginesie bo aktualnie co niektórzy odwracają kota ogonem. 

Jak bardzo można ograniczyć prawo do swobody wypowiedzi korzystając z ACTY?
Wystarczy, że właściciel praw do fragmentu materiału wykorzystanego na tym blogu (wydawnictwo) zgłosi zastrzeżenie bezpośrednio do sądu. Bez dowodów - jedynie z przypuszczeniem ( w końcu czasem wymieniam źródła z których korzystam) i blog może zostać zamknięty na czas rozpatrzenia sprawy przez sąd bez informowania o tym właściciela.
Na jak długo? No cóż. Ponoć sprawiedliwość nierychliwa ale sprawiedliwa. Z drugiej strony do naszych sądów chodzi się nie po sprawiedliwość ale po wyrok. Korzystny (lub nie) dla jednej ze stron postępowania.

No dobra powiecie. Ale to przecież tylko blog człowieka, który szlaja się po lesie, zbiera rośliny i stara maksymalnie uniezależnić od dobrodziejstw cywilizacji ( w tym: "wyścigu szczurów" ). Właśnie. To tylko blog leśnego dziwaka. Gorzej, gdy dla nagłej potrzeby, związanej z grą wyborczą, zacznie się zamykanie ust niepokornym. Demokracja nie pozwoli na takie działania? Przypomnę, że Adolf Hitler został kanclerzem w demokratycznych wyborach. Obywatele sami zrzekli się swoich praw i gdy przyszedł czas obudzili się z ręką w sowieckim nocniku w kraju zrujnowanym wojną. 
Czy kości zostały rzucone?

P.S.
W niedługim czasie pojawi się wpis dotyczący dzikich roślin jadalnych zimą. Trochę materiałów z okresu deszczowo-śnieżnej chlapy mam zebranych. Teraz szykują się (dające ciut więcej możliwości) mrozy. 

5 komentarzy:

  1. szkoda na to cieplego moczu lepiej podlac slabsze roslinki
    jak poloza lape na tym co tutaj piszesz to kolejna rzecza w niedlugim czasie jaka zrobia to to ze cie zakolczykuja albo zaczipuja i gdy bedziesz chcial wlezc do lasa to juz tam beda na ciebie czekac pozostanie ci szlajac sie po chwastowiskach wokolosiedlowych

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak nie ma glodu (prawdziwego), to temat (zastepczy) zawsze sie znajdzie. Moze byc i ACTA. Moze poprotestujemy przeciwko INCOTERMS, TRIPS albo w ogole przeciw WTO? Proponuje w ramach protestu wyrzucic komorki i odlaczyc sie od netu. Skoro ma byc inwigiliwany, cenzurowany i blokowany, to moze calkiem stanie sie niepotrzebny? Przed rokiem 90-tym zylismy bez sieci i tez bylo dobrze, jak nie lepiej nawet...

    Moim zdaniem czasy sie zmieniaja i nowe regulacje prawne, takie jak ACTA, sa potrzebne. Dzis wlasnie przeczytalem te umowe i nie znajduje w niej niczego oburzajacego, niestosownego czy groznego. Rownie dobrze mozna kontestowac umowe powolujaca do zycia Swiatowa Organizacje Handlu czy ONZ.

    Pozdrawiam -
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, że z tą elektroniką masz nawet trochę racji...

    Co do ochrony praw autorskich to jest ona jak najbardziej zasadna i jako taka funkcjonuje już u nas całkiem dobrze. ACTA wg. polityków nic nowego nie zmieni choć teraz okazuje się, że niektórzy z nich przyznali się do zatwierdzania bez czytania.
    Moim zdaniem zostaliśmy po prostu wystawieni lobbującym koncernom.

    Czy jest to temat zastępczy? Nie. Obawiam się, że żaden polityk nie dopuściłby do tego aby skonsolidować przeciwko sobie wyborców o radykalnie skrajnych poglądach. Widać to po miernych próbach bagatelizowania sprawy i określania protestujących jako nudzących się 15-latków zupełnie pomijając GIODO i inne instytucje strzegące praw człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ochrona praw autorskich funkcjonuje moze i u nas dobrze, ale w Internecie, niestety, nie. Koncerny musza byc. Obok mnie lezy komorka Nokia, klepie z laptopa Benq-Siemens, jezdze oplem, itd., itp. Tych przedmiotow sam nie wyrzezbie. Szewc, u ktorego naprawiam buty, ich tez nie wystruga.

      Zamiast kontestowac i krzyczec, robic trzeba, pracowac, tworzyc. A nie naparzac sie po sieci w kradzione strzelanki i narzekac, ze zycie jest szajsowate i perspektyw brak.

      Ochrona danych osobowych to mrzonka w dziesiejszych zcyfryzowanych czasach. Trzeba by bylo nie miec dowodu osobistego, nie figurowac w bazie PESEL (czyli urodzic sie w lesie z matki, ktora do urzedu nie zamelduje o naszej obecnosci), nie uzywac zadnych elektronicznych narzedzi czy instrumentow i wtedy mozna miec poczucie prywatnosci. Tylko na co cofac sie do sredniowiecza? To raz.

      Dwa - ni grzeje mnie, ni ziebi, co kto o mnie wie i przetwarza. Tajemnice, jesli mam, to tylko w postaci starozytnej, czyli w rozumie. Ponadto, jestem tylko jednym z 6 miliardow ludzi na stosunkowo malo istotnej planecie w dosc duzym kosmosie. I mam sporo pokory. A prawa czlowieka - no coz, jak pisal Szekspir: slowa, slowa, slowa. Dobre sa prawa czlowieka, gdy prawo zoladka do bycia sytym zrealizowane. Bez tego ostatniego zmienia sie hierarchia potrzeb i wartosci. A glodni nie krzycza, bo oszczedzaja sily. Zwykle krzycza Ci, ktorych tak naprawde nic nie boli.

      Pozdrawiam -
      Piotr

      Usuń
    2. Jeśli ktoś nie ma nic przeciwko temu, że jego bloga mogą zamknąć z powodu "podejrzenia", to jego sprawa. Ja mam! I dlatego nie chcę, by w życie weszło kolejne durne prawo. Tym bardziej, że nie chodzi tylko o Internet. Chodzi o zawłaszczanie wiedzy.

      Usuń