czwartek, 23 sierpnia 2012

Kalendarz z Lasu

W jednym z komentarzy napisałem, że mimo przerwy w blogowaniu skrobnąłem co nieco i będzie to wydane drukiem. Otóż 30 sierpnia ukaże się "Kalendarz z Lasu", wydany przez Centrum Informacyjne Lasów Państwowych, dołączony do dwutygodnika dla licealistów "Cogito" (16/2012 - 7,99 zł). Temat przewodni tej pozycji stanowi szeroko rozumiana sztuka przetrwania. Ogólne wpisy przygotowywali pracownicy Lasów Państwowych, survivalem zajął się Krzysztof "Krisek" Kwiatkowski a opracowanie kilku tematów dotyczących dzikiego jedzenia przypadło w udziale mojej osobie.
Kalendarz został wydany w formie starego notatnika z podróży i obejmuje rok szkolny 2012/2013 (+wakacje). Myślę, że dzięki niemu przybędzie wielu nowych adeptów sztuki przetrwania zainteresowanych bezpośrednim kontaktem z otaczającą nas przyrodą.

Poniżej kilka skanów:







 
Aktualizacja 28.09.2012
Kalendarz z lasu ukazał się wraz z dwutygodnikiem Cogito. W kioskach czy empikach z pewnością się go już nie dostanie. Myślę, że o egzemplarze ze zwrotów można byłoby molestować wydawcę dwutygodnika:
http://www.cogito.com.pl/ lub wydawcę kalendarza: Centrum Informacyjne Lasów Państwowych

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Orzech niezgody

Sporo wody upłynęło od czasu mojego ostatniego wpisu. Jak to zwykle bywa, życie pisze własne scenariusze i czasem zmusza nas do zmiany nawet najprostszych do realizacji planów. Pomimo nieciekawej sytuacji starałem się wyskoczyć tu i ówdzie. Głównie moje wypady ograniczały się do szybkich wypadów spiningowo-spławikowych na małe, zapomniane, śródleśne bajorka. Wzgardzane przez brać wędkarską, kryją skarby, które dla "survivalowca-katastrofisty" stanowią doskonały przykład dzikiego inwentarza.

 szczupaczek

 płotki i karasie

Dzisiaj będzie wątek nieco schizofreniczny. Opiszę występujący na „naszych ziemiach” relikt trzeciorzędowy, który prawem chroniony nie nadaje się do legalnego pozyskania z naturalnych stanowisk. Oczywiście do pozyskiwania nielegalnego również nie zachęcam.
Roślina ta była ceniona przez naszych paleolitycznych przodków jako źródło skrobi i bardziej współcześnie jako... jarmarczno-odpustowy przysmak. Mowa o  kotewce orzechu wodnym (Trapa natans). Ze względu na cykl wegetacji potrzebuje specyficznych warunków co w połączeniu z granicą jej występowania, dzielącą nasz kraj na pół oraz działalnością człowieka sprawia, iż jej byt zawsze będzie stał pod znakiem zapytania.
rozety kotewki

Kotewka lubi szybko nagrzewające się wody stojące lub płynące o wolnym prądzie. Jest rośliną jednoroczną, kotwiczącą się w żyznym mule i wypuszczającą na długiej (do 2m w sprzyjających warunkach) łodydze, pływającą na powierzchni wody rozetę liściową. Start jej wegetacji jest ściśle uzależniony od tempa stopnienia wiosną lodu i nagrzania wody do temperatury ok. 10 stopni Celsjusza. Roślina wykształca jadalne na surowo, kolczaste orzechy, które jednakowoż o wiele smaczniejsze są po ugotowaniu w wodzie z solą lub upieczeniu. Do otwarcia skorupy potrzebny jest ostry nóż. Dawniej kawalerowie kupowali na jarmarkach torby z gotowanymi orzechami i w zgodzie z panującą modą (wsp. trendy, lanserka) własnym scyzorykiem rozcinali skorupy orzechów aby odsłonięte z niej serce, po odpowiednim ściśnięciu skorupy, wstrzelić wybrance bezpośrednio do ust. Smak ma mączysty, zbliżony nieco do kasztanów jadalnych.
Współcześnie jest to przysmak kuchni azjatyckiej a i za naszą południowo-wschodnią granicą można spotkać się z jego spożywaniem. Kotewka, była bohaterem programu kulinarnego „Dziki obiad Łukasza Łuczaja” oraz wystąpiła w wątku pobocznym jednego z odcinków dokumentu wędkarskiego „Zjedz Rosję”.

rozeta po odwróceniu - widoczne charakterystyczne, kolczaste orzechy

W trakcie jednego z moich krótkich, tegorocznych wypadów wypatrzyłem rozety kotewki unoszące się na powierzchni użytkowanego przez wędkarzy stawu. Ponieważ stanowisko to było dla mnie całkowitym zaskoczeniem, zgłosiłem ten fakt lokalnemu przyrodnikowi zajmującemu się inwentaryzacją zbiorowisk roślinnych w „mojej” okolicy. Przypuszcza on, iż kotewka została zawleczona przez wędkarzy i pochodzi z populacji występującej na stawach hodowlanych w okolicach Zatora (kotlina oświęcimska). Moim zdaniem nie można wykluczyć też celowego zasypania danego miejsca orzechami kotewki, gdyż właśnie takie „partyzanckie” metody są szansą na szybkie odtwarzanie jej populacji i wzrost liczby stanowisk. A wiem skądinąd, że takie akcje były czynione. Tutaj dochodzimy do hodowli na własną rękę. Zapewniając kotewce żyzne podłoże w płytkim (do 60cm) oczku wodnym, możemy samodzielnie wyhodować sobie te rośliny. Orzechy do nasadzania można nabyć w internecie. Kolejnym krokiem, który warto uczynić gdy już jesienią dokonamy zbioru, jest włożenie kilku orzechów do plecaka i po wytypowaniu odpowiedniego zbiornika w naszej okolicy, założenie nowej populacji. W ten sposób przyczynimy się do aktywnej ochrony tej użytecznej rośliny.
Skąd tytuł orzech niezgody? Najliczniejsze populacje znajdują się obecnie na stawach hodowlanych. Obecność pływających rozet kotewki sprawia, że część wody jest stale zacieniona co przekłada się na spadek temperatury wody i powolniejszy wzrost ryb odbijający się na wynikach finansowych hodowców. Dodatkowo wędkarze standardowo oczyszczają swoje stanowiska ze wszelakiego zielska i nie zastanawiają się głębiej nad statusem ochrony danej rośliny. Ot zwykłe praktyczne podejście do tematu. Jednocześnie ścisła ochrona gatunkowa wymusza działania, które po wdrożeniu zupełnie wyeliminowałyby jakiekolwiek czynności nad opanowanym przez kotewkę zbiornikiem wodnym. Czy w takim razie można znaleźć kompromis? Klucz tkwi we wspomnianej wcześniej aktywnej ochronie. Zwiększanie ilości stanowisk jest na pewno dużo lepszym rozwiązaniem niż balansowanie na chronionej kruchej krawędzi kilku sporadycznie rozrzuconych punktów występowania.